Ethereum króluje w sektorze smart kontraktów – czy tak pozostanie?

Data dodania: 1 lutego 2022 r. / Ostatnia aktualizacja: 28 września 2022 r.
Ethereum królem na szachownicy Ether od lat króluje na rynku smart-kontraktów

Analitycy jednej z najbardziej znanych na świecie giełd kryptowalutowych – Coinbase –  wskazują, że Ethereum od lat pełni wiodącą rolę w zakresie smart kontraktów. Odkąd powstało pozostawało liderem wśród blockchainów w przestrzeni smart kontraktów, głównie dlatego, że panował boom na zdecentralizowane finanse i tokeny niewymienialne, tj. DeFi oraz NFT.

Wciąż pojawiają się konkurenci dla Ethereum, ale jeszcze żaden blockchain nie zaszkodził jego pozycji. Ethereum góruje nad innymi dzięki szybkości działania i przystępności. Jest też blockchainem o najwyższych opłatach.

Niewykluczone, że Ethereum utrzyma swoją pozycję lidera, dzięki ETH 2.0. Od dłuższego czasu trwają prace mające na celu ostateczne przejście Ethereum na mechanizm konsensusu proof-of-stake. Analitycy wskazują, że ETH 2.0 będzie mógł zadebiutować w 2022 roku. Ethereum, zdaniem specjalistów, powinno dążyć do obniżenia opłat transakcyjnych i zapewnienia swojej sieci i użytkownikom większej wydajności, dla zdominowania alternatywnych łańcuchów warstwy pierwszej.

Fundacja Ethereum zmienia nazwy ETH 1 i ETH 2.0

Drugi co do wielkości blockchain na świecie, Ethereum, chce pozbyć się starych terminów i uniknąć w przyszłości nieporozumień, które związane są z wykorzystywaną terminologią. Dlatego zdecydował się pozbyć terminów Ethereum 1.0 (ETH 1) oraz Ethereum 2.0 (ETH 2.0). Zastąpione zostaną one nowymi nazwami. W opisach aktualizacji trwających w blockchain będą one określane jako warstwa wykonania (executive layer) oraz warstwa konsensusu (consensus layer). Executive layer wykorzystuje powszechnie znany mechanizm sieci Proof-of-Work, a oczekiwana aktualizacja w postaci consensus layer – Proof of Stake.

Gigantyczne spadki na Bitcoinie

Inwestorzy, którzy trzymają w swoich portfelach Bitcoiny z niepokojem spoglądają na kryptowalutowe giełdy. Wszystko dlatego, że kurs systematycznie spada. 24 stycznia 2022 roku można było kupić 1 BTC poniżej 33 tys. dolarów. W porównaniu z historycznym rekordem ustalonym 10 stycznia 2021 roku na poziomie 69 tys. dolarów to spadek o ponad 50 proc.  

Powodem takiej wyceny jest szeroka wyprzedaż ryzykownych aktywów na rynku. W parze z Bitcoinem tanieją i inne kryptowaluty. Ethereum straciło 50 proc. na wartości od listopada 2021 roku, Solana 64 proc. a Shiba Inu o 74 proc. Inwestorzy obawiają się też realnego ryzyka wybuchu wojny, jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę. Spadki napędza także plan podniesienia głównych stóp procentowych przez FED w Stanach Zjednoczonych.

10-procentowe odbicie BTC

Wraz z początkiem IV tygodnia stycznia 2022 roku obserwowaliśmy spadek wyceny BTC poniżej 33 tys. dolarów, ale w kolejnych dniach Bitcoin odbił od dna. Jego wycena wzrosła o 10 proc., do poziomu 36 700 dolarów. 10-procentowy wzrost wartości najprawdopodobniej spowodowany jest byczym zwrotem na amerykańskim rynku akcji. Wygląda to z jednej strony zachęcająco i budzi nadzieję inwestorów na zmianę trendu na kryptowalutach, a  zwłaszcza na Bitcoinie. Jednak analitycy studzą nastroje i wskazują, że rozpoczęte odbicie Bitcoina jak na razie nie zmieniło głównego trendu, który pozostaje negatywny.

Czynniki umacniające dolara amerykańskiego na koniec stycznia 2022 roku

Dolar wzrósł na początku wtorkowych notowań, tj. 25 stycznia 2022 roku. Gwałtowne odbicie amerykańskich akcji nie przekonało globalnych rynków do tego, że okres wysokiej zmienności już się zakończył. Analitycy wskazują na wysoką awersję do ryzyka wśród inwestorów działających na rynkach akcji i towarów w Azji i Europie, co wspierało kurs dolara. Indeks amerykańskiej waluty osiągnął dwutygodniowe maksimum. Wzrósł on o 0,1 proc. do 95,995.

Strata złotówki do głównych walut światowych

Po okresie malejących kursów dolara czy euro, na polskim rynku powróciliśmy do sytuacji, w której złotówka zaczęła tracić na wartości wobec głównych walut. We wtorek 25 stycznia 2022 roku za dolara trzeba było zapłacić 4,0599 zł, co oznaczało dobowy przyrost wartości o 0,78 proc. Z kolei za euro trzeba było zapłacić o 0,41 proc. więcej – 4,5801. Wszystko to najpewniej związane jest z obawami o konflikt zbrojny na Ukrainie i rosnącą awersją do ryzyka.

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 1)